Tytuł:1. Sectumsempra
Data: poniedziałek, 30 marca 2009
Godzina: 18:49
Komentarzy: 6
Odszedłeś tak nagle,
Ani się pożegnałeś.
Może nie umiałeś,
A może nie chciałeś?...
Skrobałam na kartce papieru kolejny wiersz. Już piąty dzisiejszego wieczoru. Rozglądnęłam się po Pokoju Wspólnym i zorientowałam się, że byłam sama. Ziewnęłam i spojrzałam na zegarek. Była 23:22. Wyrwałam kartkę i zwinęłam w kulkę. Rzuciłam w głąb ognia. Patrzyłam się z ciekawością na płomień. Zmęczona poszłam do dormitorium. Isabelle spała jak skrzat po całodniowej pracy. Susan była odwrócona do okna, czytała podręcznik do eliksirów. Westchnęłam. Podziwiałam ją z jaką łatwością wchłania kolejne kilogramy wiedzy. Ja kułam godzinami i nic nie umiałam. Podeszłam do niej sprawdzić czy śpi. Dziewczyna usnęła z książką. Wzięłam ją do ręki. "Trucizny". Z chęcią przeczytam ten temat, by wiedzieć jak zatruć wszystkich ślizgonów z Snape na czele. Nienawidziłam tego nauczyciela ale ślizgoni go wielbili za odejmowanie nam punktów. Ziewnęłam kolejny raz i położyłam podręcznik. Wskoczyłam do łóżka i zasnęłam.
- Rachele! Wstawaj!
- Ej! Śpioch! Raaacheeeel!
Obudziłam się. Isabelle wzięła poduszkę i walnęła mnie w głowę. Zmierzyłam ją.
- Ej! ADHD się leczy! Wstaję już! Wstaję!
Susan parsknęła śmiechem, a rudowłosa wyszczerzyła zęby. Usiadły na krawędzi mojego łóżka, podając mi mój mundurek. Wstałam i pobiegłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic i ubrałam się. Splotłam włosy w warkocz. Poszłam do dormitorium w pewnym siebie kroku, próbując udawać Nicolette. Przyjaciółki wybuchły śmiechem.
- Okay. Chodźmy na śniadanie, burczy mi w brzuchu a nie chcę, by ktoś inny to słyszał - rzekła Isabelle. Posłusznie poszłyśmy za dziewczyną do Wielkiej Sali. Wejście zagrodził nam Paul z Victorem i Nicolette. Susan chciała wyciągnąć różdżkę, lecz Isabelle powstrzymała ją ruchem ręki.
- Puść nas, głąbie - syknęła Sus. Nicolette wybuchła niekontrolowanym chichotem.
- Uważaj z kim tańczysz, żebraczko.
- Ona nie lata za każdym bogatym jak ty, fredko - syknęła Isabelle.
- Wiewióra!
- Wywłoka!
Nicolette i Isabelle wyciągnęły różdżki. Paul i Victor staneli za ślizgonką, Sus i ja zrobiłyśmy ten sam gest. Zgromadziło się przy nas wiele osób. Spojrzałam na blondyna. Uśmiechał się szyderczo.
- Chłopcy, nie przejmujcie się nimi. Nie są tego wart - rzekła i zmierzyła w stronę Wielkiej Sali. Przyjaciółki też odwróciły się. Ślizgonka wykorzystała tę sytuację.
- Expulso
Wszystkie upadłyśmy na ziemię. Nicole uśmiechnęła się. Susan szybko wyciągnęła różdżkę.
- Levicorpus
Nicole zaiwsła w powietrzu. "Widownia" ryknęła śmiechem. Ślizgonka krzyczała ile wlezie. Zrozumiałam, że teraz będzie bitwa. Wyciągnęłam pośpiesznie różdżkę, Belle zrobiła to samo. Paul zaczął:
- Ekspeliarmus
- Everte Statum - zaatakował Victor Susan. Dziewczyna została wyrzucona w powietrze i spadła mocno na ziemię. Zawyła z bólu.
- O nie - jęknęłam - Dręt... Cholera! Drętwota!
Paul odbił zaklęcie. Uśmiechnął się pod nosem. Skierował różdżkę na Belle.
- Incarcerous - Belle upadła. Zauważyłam, że była skrępowana jakimś pędem. Wiedziałam, że sama sobie nie poradzę.
- Crucio - skierował na mnie różdżkę Victor. Zaczęłam wić się i jęczeć z bólu. Słyszałam śmiechy ślizgonów. Belle jęknęła, Susan próbowała wstać.
- Victor, wystarczy - szepnął Paul - Teraz moja kolej. Sectumsempra
Poczułam straszliwy ból. Zauważyłam krew buchającą z mojego ciała. Próbowałam ją zatamować, lecz nie dałam rady. Powoli traciłam przytomność. Usłyszałam tylko głos Snape i McGonagall...
- Panno Murray?
Otworzyłam oczy. Ujrzałam biały sufit.
- Ggdziie ja jestem? - zająkałam. Próbowałam wstać, ale zimna dłoń mnie powstrzymała.
- Teraz musisz leżeć. Nie wolno ci się ruszać.
Poznałam głos. Był to Snape. Co on tu robi? Dlaczego on? McGonagall jest opiekunem Gryffindoru!
- A co z Isabelle i Susan? Co z nimi? Jest dobrze? Mam nadzi...
- Panna Landy ma złamaną nogę, ale pani Pomfrey już ją opatrzyła. A Black nic się nie stało. Miała na początku problemy z oddychaniem. Jeżeli jeszcze się chcesz spytać o pannę Byrne to też jej nic się nie stało. Była mocno wystraszona.
- Jakie to szczęście...
- Ale muszę ukarać was szlabanem za używanie czarów na przerwie. Szlabanem. Zaczniesz od jutra, bo dzisiaj chyba nie wyjdziesz. A i jeszcze. Minus 50 punktów dla Gryffindoru.
- Ale Paul Bradley użył Zaklęcia Niewybaczalnego.
- Dlatego Bradley ma szlaban do końca roku szkolnego.
- Ale...
- Murray, widzę, że chcesz do niego dołączyć.
Zamknęłam się. Dałam mu satysfakcję. Snape wygrał, ale zobaczy wkrótce! Usłyszałam burczenie. Zakryłam mój brzuch.
- Jeżeli jesteś głodna, to na stoliku masz śniadanie.
Podniosłam kawałek bułki i zaczęłam jeść.
- Mógłby pan wyjść? Jestem trochę zmęczona... - poprosiłam nauczyciela. Snape wyszedł. Położyłam kawałek bułki. Usłyszałam otwieranie drzwi. Do Skrzydła Szpitalnego weszły moje przyjaciółki. Isabelle rzuciła się na mnie ale od razu się odsunęła.
- Ale okropnie wyglądasz! Jesteś cała zakrwawiona! - pisnęła. Susan uderzyła rudowłosą.
- Podajcie mi lusterko - powiedziałam. Sus podała mi swoje lusterko. W odbiciu zobaczyłam moją twarz. Cała była zakrwawiona. Krzyknęłam.
- Cholera! Chłoszczyć - krew w mgnieniu oka zniknęła. Zostały tylko zadrapania i siniaki. Jęknęłam. Nie mogłam wyjść tak na korytarz.
- Nie martw się. Pożyczę ci mój podkład - przytuliła mnie Isabelle. Spojrzała na zegarek - Okay, musimy iść na transmutację. Ona wiesz jaka jest. Kuruj się, kochanie.
Dziewczyny wybiegły z sali. Uśmiechnęłam się. Położyłam na szafkę lusterko i zasnęłam.
Krótko. Nie mam zbytnio czasu. Mam nadzieję, że się podoba ;)
Panna N.